Okres ochrony praw autorskich

Lipiec 5, 2012

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

O prawach autorskich można także na blogach specjalistycznych: Fotografia – reklama – prawo oraz Moda i prawo.

*

Ochrona autorskich praw majątkowych – w odróżnieniu od autorskich praw osobistych ‒ jest ograniczona czasowo.

Po upływie okresu ochrony autorskich praw majątkowych każdy może, bez konieczności uzyskiwania zgody autora lub innej osoby uprawnionej, korzystać z utworu1. Oczywiście warunkiem takiego korzystania jest równoczesne nienaruszanie autorskich praw osobistych – które nie są ograniczone czasowo.

Jak długo trwa ochrona autorskich praw majątkowych?

1) Co do zasady – siedemdziesiąt lat od chwili śmierci twórcy utworu lub najpóźniej zmarłego współtwórcy.

2) W przypadku utworu rozpowszechnionego anonimowo – siedemdziesiąt lat od chwili pierwszego rozpowszechnienia utworu.

Jeśli utwór został rozpowszechniony pod pseudonimem, ale pseudonim nie budzi wątpliwości, co do tego, kim jest autor (np. Bolesław Prus) – stosuje się zasadę ogólną i siedemdziesiąt lat jest liczone od chwili śmierci twórcy.

3) W przypadku utworów audiowizualnych – siedemdziesiąt lat od chwili śmierci najpóźniej zmarłej z następujących osób: głównego reżysera, autora scenariusza, autor dialogów, kompozytora muzyki do utworu audiowizualnego.

4) Jeśli prawa autorskie z mocy prawa przysługują innej osobie niż twórca (np. prawa do pracowniczych programów komputerowych albo do utworów zbiorowych) – siedemdziesiąt lat od daty rozpowszechnienia utworu, a jeśli utwór nie został rozpowszechniony, od daty jego ustalenia. (Teoretycznie, gdyby rozpowszechnienie nastąpiło pod koniec 70-letniego okresu od chwili ustalenia utworu, okres ochrony takiego utworu mógłby wynosić prawie 140 lat od chwili jego ustalenia).

Terminy te są liczone w pełnych latach następujących po roku, w którym nastąpiło zdarzenie stanowiące początek biegu terminu.

Wydłużenie okresu ochrony autorskich praw majątkowych

W skali światowej okres ochrony autorskich praw majątkowych ulega systematycznemu wydłużeniu.

W Polsce, tendencja jest podobna, z jednym wyjątkiem – ustawy o prawie autorskim z 1952 roku. Długość ochrony autorskich praw majątkowych w polskim prawie kształtowała się następująco2:

a) W ustawie o prawie autorskim z 1926 roku okres ochrony autorskich praw majątkowych wynosił co do zasady pięćdziesiąt lat.

b) W ustawie o prawie autorskim z 1952 roku okres ochrony autorskich praw majątkowych wynosił co do zasady dwadzieścia lat.

c) W 1976 roku czas trwania autorskich praw majątkowych został wydłużony do dwudziestu pięciu lat.

d) Z chwilą wejścia w życie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku, czas trwania autorskich praw majątkowych został ponownie wydłużony do pięćdziesięciu lat.

e) W 2000 roku nastąpiło kolejne przedłużenie czasu trwania autorskich praw majątkowych – do siedemdziesięciu lat.

Dodatkowo obecna ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych wprowadziła zasadę, że jeśli prawa autorskie do utworu wygasły wskutek upływu czasu na podstawie poprzednich przepisów, a zgodnie z przepisami obecnie obowiązującymi jeszcze by istniały – majątkowe prawo autorskie do takich utworów odżywa. Warunkiem takiego „odżycia” jest to, aby co do zasady dane dzieło było uznawane za utwór podlegający ochronie prawnoautorskiej pod rządami poprzedniej ustawy.

Przykład

Autorskie prawa majątkowe do utworu, którego twórca zmarł w 1953 roku, wygasły w roku 1974. Tymczasem zgodnie z normami wprowadzonymi w 1994 roku, czas trwania tych praw trwałby do 2004 roku, a stosownie do nowelizacji z 2000 roku, czas trwania tych praw został przedłużony do 2024 roku.

Oznacza to, że w okresie od 1974 do 1994 roku utwór znajdował się w domenie publicznej, po czym od dnia wejścia w życie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku, aż do 31 grudnia 2024 roku, ponownie jest chroniony autorskimi prawami majątkowymi.

Konkluzje

Autorskie prawa majątkowe ze swojej istoty są prawami podlegającymi ograniczonej czasowo ochronie. W praktyce jednak czas trwania autorskich praw majątkowych jest bardzo długi – znakomita większość twórczości dwudziestowiecznej ciągle podlega ochronie prawnoautorskiej.

W mojej ocenie tak długi okres ochrony jest zupełnie niedostosowany do współczesności. Zakładając, że twórca umrze 30 lat po stworzeniu utworu (co nie jest niczym wyjątkowym), utwór podlega stuletniej ochronie. W czasach, gdy cykl komercyjnego „życia” znakomitej większości utworów liczy się w latach, jeśli nie miesiącach, tak długi okres trwania autorskich praw majątkowych jest zupełnie nieuzasadniony.

Tak długi okres ochrony stwarza też liczne problemy praktyczne – cały problem utworów osieroconych (modnych w ostatnim czasie ze względu na zainteresowanie tym problemem na poziomie europejskim) jest przede wszystkim skutkiem tak długiej ochrony autorskich praw majątkowych. Siedemdziesiąt lat to dwa-trzy pokolenia. Określenie kręgu uprawnionych i dotarcie do nich jest, po upływie nawet kilkunastu, nie mówiąc o kilkudziesięciu latach, najczęściej praktycznie niemożliwe. Jest tak tym bardziej, jeśli uwzględni się, że większość utworów po latach posiada relatywnie niewielką wartość komercyjną. Utwory dawne są najczęściej przedmiotem zainteresowania przede wszystkim pasjonatów – a ci nie są w stanie wydawać ogromnych kwot na poszukiwanie wnuków twórcy zmarłego przed kilkoma dziesięcioleciami.

W konsekwencji ogromna większość dawnych utworów jest zawieszona w niebycie – ci, którzy mogliby z nich korzystać nie są tym zainteresowani, a ci, którzy chcieliby tchnąć w nie nowe życie, nie mogą tego uczynić; równocześnie utwory takie nie znajdują się w domenie publicznej (gdzie każdy mógłby z nich swobodnie korzystać).

Uważam też, że tak długi okres ochrony jest czymś złym z punktu widzenia podstawowej funkcji prawa autorskiego. W mojej ocenie główną funkcją prawa autorskiego nie jest, a przynajmniej nie powinno być zapewnienie twórcy (i jego spadkobiercom) możliwości czerpania zysków z korzystania z utworu. To tylko narzędzie, służącego realizacji tego, co powinno stanowić główną funkcję – prawo autorskie powinno być przede wszystkim bodźcem do tworzenia nowych utworów. Siedemdziesięcioletni okres ochrony po śmierci twórcy na pewno takim bodźcem nie jest, a jest najlepszym sposobem pogrzebania dorobku twórców, których dzieła nie mają wartości komercyjnej (choć mogą mieć znaczenie kulturowe).

Prawo autorskie jest skupione na twórcy, a nie na utworze i nie ma co liczyć, że nastąpi jakieś zasadnicze przewartościowanie. Dlatego dobrze, że podejmowane są przynajmniej cząstkowe próby usunięcia najbardziej negatywnych skutków stosowania dominującej obecnie filozofii prawa autorskiego – takie, jak wspomniane działania zmierzające do uregulowania sytuacji „utworów osieroconych”. Są to co prawda tylko działania nastawione na leczenie objawów, a nie likwidację przyczyn choroby, niemniej dobrze, że chociaż takie kroki są podejmowane.

1 W polskim systemie prawnym nie oznacza to jednak, że możliwość korzystania z utworu jest bezpłatna, w niektórych przypadkach istnieje bowiem konieczność uiszczania opłat na Fundusz Promocji Twórczości.

2 Pomijam tu drobne odrębności odnoszące się do poszczególnych kategorii utworów, które występowały w poprzednich ustawach o prawie autorskim.

Reklamy

Internet w sądownictwie (2)

Czerwiec 13, 2012

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Niedawna uchwała Sądu Najwyższego1 rozstrzyga dość jednoznacznie (i w sposób odmienny od stanowiska przyjętego przez Naczelny Sąd Administracyjny w postanowieniu z dnia 21 grudnia 2011 roku) kwestię dopuszczalności wnoszenia środków odwoławczych drogą elektroniczną.

Zgodnie z tezą tej uchwały (dostępną na stronie internetowej Sądu Najwyższego):

1. Wniesienie środka odwoławczego drogą elektroniczną jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy przepis szczególny tak stanowi (art. 125 § 3 k.p.c.).

2. Wydruk niedopuszczalnego środka odwoławczego wniesionego drogą elektroniczną może być potraktowany jako środek odwoławczy niewniesiony tą drogą, jeżeli usunięty zostanie brak podpisu (art. 130 § 1 w związku z art. 126 § 1 pkt 4 k.p.c.); datą wniesienia tego środka do sądu jest wtedy data wykonania wydruku (art. 130 § 3 k.p.c.).

Konkluzja z podjętej uchwały jest dość jednoznaczna – wniesienie środka odwoławczego drogą elektroniczną jest co do zasady nieskuteczne. Może jednak odnieść skutek, jeśli zostanie wydrukowany przez pracowników sądu i dopiero z datą dokonania takiego wydruku.

Uchwała nie wprowadza rewolucji, w gruncie rzeczy stanowi potwierdzenie najbardziej spójnej wykładni obowiązujących przepisów. Nie ma co więc spodziewać się pewnej oddolnej rewolucji jeśli chodzi o stosowanie internetu w sądownictwie (której nieśmiałym zwiastunem mogłyby być niektóre orzeczenia NSA).

Podsumowując – dopóki przepisy nie ulegną drastycznej zmianie, wnoszenie jakichkolwiek pism procesowych drogą elektroniczną może okazać się skuteczne jedynie jeśli wnoszący będzie miał dużo szczęścia i jego pismo zostanie wydrukowane we właściwym terminie. Jeśli ktoś nie chce ryzykować, nie ma wyboru, jak tylko skorzystać ze sprawdzonych i tradycyjnych metod, takich jak poczta lub biuro podawcze sądu (oczywiście jeśli sprawa nie toczy się w elektronicznym postępowaniu upominawczym).

1 sygn. akt III CZP 9/12 z dnia 23 maja 2012 roku


Parodia

Maj 9, 2012

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Utwory odnoszące się w jakiś sposób do innych utworów mogą być:

a) obojętne z punktu widzenia prawa autorskiego (utwory inspirowane, nienaruszające autorskich praw osobistych twórcy utworu inspirującego);

b) naruszać autorskie prawa osobiste twórcy utworu inspirującego;

c) stanowić utwory zależne – których nie można eksploatować bez zezwolenia twórcy utworu pierwotnego;

d) stanowić plagiat (i w najsilniejszy sposób naruszać prawa autorskie twórcy „utworu pierwotnego”).

Pomiędzy nimi istnieje jednak specyficzna kategoria utworów, które są uznawane za dopuszczalne, mimo iż z samego założenia naruszają autorskie prawa osobiste (co więcej często naruszają one także ogólne dobra osobiste różnych osób, w tym autora utworu parodiowanego). Do utworów takich można zaliczyć parodię i pastisz. Gdyby przykładać do tych utworów „zwykłą” miarę, ich autorzy nie mieliby najmniejszej szansy w przypadku sądowego starcia z autorami utworów parodiowanych.

Ze względu na cechy gatunkowe tych utworów, przyjmuje się jednak dwa założenia:

1) Brak bezprawności – ze względu na specyfikę i charakter parodii, czy pastiszu, jako gatunku twórczości, z założenia naruszają one dobra osobiste innych osób, jednak naruszenie to nie jest bezprawne, a w konsekwencji poszkodowany nie może domagać się ochrony.

2) Parodia lub pastisz nie są utworami zależnymi wobec utworu parodiowanego – są utworami w pełni samodzielnymi i nie wymagają zgody twórcy utworu parodiowanego na korzystanie z nich.

To drugie założenie wydaje mi się nie do końca przekonujące, bez wątpienia jednak pozwala na zapewnienie swobody tego rodzaju twórczości, bez burzenia obecnych konstrukcji prawa autorskiego.


Nowy blog

Maj 7, 2012

W ramach porządkowania i reorganizacji treści bloga, postanowiłem wyodrębnić kolejną (po „Poradniku sądowym przedsiębiorcy” grupę tematów, która w mojej ocenie zasługuje na specjalne potraktowanie.

Nowy blog nosi tytuł „Fotografia-reklama-prawo” i – zgodnie z tytułem – jest poświęcony aspektom prawnym fotografii, grafiki oraz reklamy.

Jest on z założenia skierowany do osób, które zawodowo zajmują się tymi dziedzinami i będzie zawierać przede wszystkim wpisy o charakterze praktycznym, bardziej ogólne rozważania poświęcone prawu autorskiemu i prawu w ogóle, pozostaną domeną bloga „Wtodze i bez togi”.

Więcej o tematyce, której jest poświęcony nowy blog – w pierwszym wpisie.


Prawo autorskie do utworu naruszającego prawa autorskie

Kwiecień 27, 2012

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Przy okazji szczególnej kategorii utworów inspirowanych, jaką stanowi fan-fiction warto pamiętać o kwestii praw autorskich do utworu inspirowanego lub zależnego, jak również do wszelkiego rodzaju utworów naruszających prawa autorskie (lub inne prawa osób trzecich).

Ogólna zasada jest prosta i chyba dość oczywista – wszelkie prawa autorskie do takiego utworu należą do osoby, która go faktycznie stworzyła. Podstawą uzyskania praw autorskich nie jest zgodność z prawem, ale wkład twórczy.

Fakt, że twórca fan-fiction naruszył autorskie dobra osobiste twórcy utworu inspirującego, w żaden sposób nie pozbawia tego pierwszego praw autorskich do stworzonego przez siebie tekstu. Tak samo, gdy utwór narusza inne prawa osób trzecich – np. gdy bohaterem tekstu literackiego zostanie uczyniona osoba rzeczywista, a tekst będzie naruszać jej dobra osobiste. Podobnie – jeśli twórca utworu zależnego rozpowszechnia go bez zgody twórcy utworu pierwotnego, narusza co prawda uprawnienia twórcy utworu pierwotnego, jednakże zachowuje pełnię praw do tego, co sam stworzył.

Na powstanie praw autorskich nie ma wpływu nawet sytuacja, w której – z powodu naruszenia innych przepisów – twórca nie będzie mógł skutecznie ze swoich praw korzystać.

Oczywiście wszystko zależy od rodzaju naruszenia prawa autorskiego. Przykładowo plagiat– czyli przywłaszczenie sobie autorstwa utworu stworzonego przez kogoś innego – oczywiście nie prowadzi do nabycia jakichkolwiek praw autorskich do tego utworu.

1 W rozumieniu, jakie nadaje mu doktryna prawa autorskiego, a nie potocznym.


Kontynuacja i fan-fiction jako przedmiot prawa autorskiego

Kwiecień 6, 2012

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Korzystanie z dorobku poprzedników jest naturalne chyba w każdego rodzaju twórczości. Zakres możliwego „korzystania z dorobku” jest ogromny – od przejęcia całego utworu i oznaczenia go swoim nazwiskiem, poprzez przeróbki, adaptacje, wykorzystywanie poszczególnych elementów, aż po zapożyczanie lub rozwijanie idei i koncepcji.

Niektóre z tych zjawisk spotykają się z negatywną oceną moralną, inne nie. A jak to wygląda z punktu widzenia prawa autorskiego? W doktrynie prawa autorskiego problematyka ta wiąże się przede wszystkim z czterema pojęciami:

a) plagiat jawny lub ukryty – czyli przywłaszczenie sobie autorstwa. Określenie nie zostało zdefiniowane w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, stanowi jednak bez wątpienia naruszenie praw autorskich twórcy utworu pierwotnego;

b) utwór zależny – tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, dramatyzacja, etc. Każdy może tworzyć utwory zależne, jednak korzystanie z nich i ich rozpowszechnianie wymaga zgody twórcy utworu pierwotnego;

c) utwór z zapożyczeniami – utwór, który przejmuje elementy innych utworów (w formie cytatów);

d) utwór inspirowany – utwór powstały z inspiracji innym utworem. Nie wymaga zgody twórcy utworu inspirującego na stworzenie, ani na korzystanie z niego. Teoretycznie kategoria obojętna prawnoautorsko, w praktyce czasem może naruszać prawa autora utworu pierwotnego.

W tym miejscu pojawia się pytanie, gdzie mieści się twórczość dość blisko i jednoznacznie powiązana z utworem inspirującym, ale równocześnie nie stanowiąca po prostu opracowania innego utworu:

– dość popularne (przynajmniej w niektórych kręgach) zjawisko fan fiction, czyli twórczości fanów, którzy rozwijają, uzupełniają, albo tworzą alternatywne wersje ulubionych historii (nieco barwniej o zjawisku można przeczytać tutaj i tutaj);

– kontynuacje filmów, czy książek – tworzone przez osoby inne, niż autor pierwowzoru.

Aby ocenić takie utwory z punktu widzenia prawa konieczne jest dokonanie rozróżnienia między utworami zależnymi, a utworami inspirowanymi.

W przypadku utworu zależnego – o charakterze utworu decydują elementy przejęte z utworu pierwotnego. Twórczy wkład dotyczy przede wszystkim przetworzenia i opracowania utworu pierwotnego.

Utwory inspirowane są natomiast kategorią obojętną prawnie. Utwór inspirujący stanowi w ich przypadku jedynie punkt wyjścia do stworzenia zupełnie nowego dzieła.

Granica między tymi utworami potrafi być nieostra, niemniej w znakomitej większości przypadków pomocnicze wyliczenie zawarte w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jako przykładowe typy utworów zależnych) powinno być wystarczające dla dokonania oceny.

W rozgraniczeniu pomaga też ogólna zasada prawa autorskiego, zgodnie z którą ochroną prawnoautorską objęta jest jedynie forma utworów – nie koncepcja, a forma jej wyrażenia.  Odkrycia, idee, pomysły nie podlegają ochronie prawnoautorskiej.

Przydatny może być też pogląd Sądu Najwyższego:

Ochronie prawa autorskiego podlega nie temat, lecz jego indywidualizacja (postać i koncepcja bohatera oraz innych postaci, ich losy, określone sytuacje, opisy itp.). 

Utwór powstały tylko z podniety twórczej innego utworu jest objęty prawem autorskim niezależnym (utwór samodzielny). Utwór inspirowany to zaczerpnięcie tylko wątku cudzego utworu. Wtedy zgoda autora dzieła inspirującego jest zbędna.

Nowy utwór jest utworem oryginalnym, do którego powstania dostarczyło dzieło inspirujące tylko określonych podniet twórczych.

Dzieło zależne to przeróbka utworu oryginalnego. Jego podstawową cechą jest rozpoznawalność utworu inspirującego w utworze inspirowanym (myśl przewodnia, tok akcji, postacie) i, jakkolwiek zawiera jeszcze elementy dzieła podstawowego, zawiera również wkład twórczy autora dzieła zależnego. Zakres tego wkładu może być różny.

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 31 grudnia 1974 r. I CR 659/74

Fan-fiction i kontynuacje

Wracając do fan-fiction i kontynuacji – jak widać w uwagach, które zamieściłem powyżej, praktycznie wszystkie pojęcia, które pozwalają na ocenę tych zjawisk z punktu widzenia prawa autorskiego, mają charakter nieostry i bardzo ocenny.

Mimo wszystko najczęściej takie utwory nie stanowią ani plagiatu, ani utworu zależnego, lecz właśnie utwór inspirowany. Oznacza to, że nie naruszają autorskich praw majątkowych twórcy utworu pierwotnego1. Prawo autorskie w swojej podstawowej warstwie nie chroni idei – koncepcji stworzonego świata, zamieszkujących go bohaterów, czy jego fikcyjnej historii.

To jednak nie znaczy, że taka twórczość jest całkowicie obojętna z punktu widzenia prawa autorskiego. Co prawda nie uchybia autorskim prawom majątkowym, jednak przyjmuje się, że – co do zasady – narusza autorskie dobra osobiste, przede wszystkim w postaci prawa do rzetelnego wykorzystania utworu2.

Oczywiście – jak to zwykle w prawie bywa – wszystko zależy od oceny konkretnego przypadku, w praktyce niektóre kontynuacje lub fan-fiction mogą się okazać utworami zależnymi, utworami z zapożyczeniami, czy nawet w jakiejś części plagiatami.

Uwzględniając jednak dominujące poglądy (i dość nieliczne orzecznictwo) w tym zakresie można jednak – pamiętając o zastrzeżeniach – przyjąć ogólną zasadę, że utwory należące do tych dwóch kategorii:

– są utworami inspirowanymi;

naruszają autorskie prawa osobiste twórcy utworu inspirującego.

Co z tego wynika?

Twórca utworu inspirującego, który uważa, że jego autorskie prawa osobiste zostały naruszone przez utwór stanowiący kontynuacje jego dzieła, albo fan-fiction:

a) Może zażądać zaniechania takich działań i usunięcia jego skutków, w szczególności złożenia publicznego oświadczenia o odpowiedniej treści i formie.

Zaniechanie działań i usunięcie skutków, to przykładowo – w zależności od formy, w jakiej doszło do publikacji – żądanie zniszczenia egzemplarzy lub usunięcia tekstu umieszczonego na stronie internetowej.

b) Jeśli naruszenie było zawinione może zażądać odpowiedniej kwoty tytułem zadośćuczynienia lub uiszczenia odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany przez twórcę cel społeczny.

Jeśli twórca utworu inspirującego uzna, że jego prawa zostały naruszone, może dochodzić ich ochrony na drodze procesu cywilnego.

Prawa autorskie twórcy fan-fiction lub kontynuacji

Oczywiście, niezależnie od tego, czy konkretne fan-fiction czy kontynuacja narusza prawa autorskie (majątkowe, lub osobiste) twórcy utworu pierwotnego, autor utworu inspirowanego ma pełne prawa do stworzonego przez siebie utworu.

Podsumowując

To w zasadzie sam wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o problem kontynuacji, czy fan-fiction. Całe zjawisko – przynajmniej w mojej ocenie – należy do pewnej „szarej strefy” prawa autorskiego i nie do końca dobrze przystaje do jego konstrukcji.

Z jednej strony każdy tego typu utwór podlega w razie sporu ocenie indywidualnej. Po dokonaniu takiej jeden może okazać się plagiatem; drugi próbą „pasożytniczego” skorzystania z popularności określonej książki lub filmu; trzeci niewinną zabawą wielbiciela; a czwarty – twórczym i interesującym rozwinięciem lub polemiką z utworem inspirującym.

Tymczasem w chwili obecnej praktycznie każdy twórca jakiejkolwiek kontynuacji, czy fan-fiction w razie opublikowania swojej twórczości (w jakiejkolwiek formie – np. w internecie) naraża się na zarzut naruszenia autorskich dóbr osobistych, przede wszystkim prawa do rzetelnego wykorzystania utworu. W razie sporu autor utworu inspirowanego będzie musiał udowodnić, że jego dzieło nie narusza dóbr osobistych twórcy pierwotnego.

Oczywiście jest to zgodne z ogólnymi zasadami, jednak warto zauważyć, że niektóre kategorie utworów są traktowane w sposób uprzywilejowany. I tak np. parodia, chociaż bez wątpienia narusza dobra osobiste twórcy utworu parodiowanego (naruszenie dóbr osobistych jest wręcz wpisane w istotę parodii), korzysta ze swoistego praktycznego domniemania braku bezprawności.

Fan-fiction (i twórczość o zbliżonym charakterze) na takie uprzywilejowane traktowanie nie może liczyć – choć moim zdaniem jak najbardziej na taki szczególny status zasługuje. Uważam, że pomijając naprawdę nieliczne przypadki (szczególnie takie, gdy ktoś usiłuje żerować na komercyjnym sukcesie innego utworu) twórczość fanowska oraz twórczość rozwijająca wątki zawarte w utworach innego twórcy, nie zagraża interesom, prawom, ani dobrom osobistym twórców inspirujących.

*  *  *

Pominąłem tu zupełnie kwestie praktyczne – jest przykładowo mało prawdopodobne, aby jakiemukolwiek twórcy chciało się ścigać autorów inspirowanych opowiadań umieszczanych w internecie. Nawet pomijając fakt, że najczęściej twórczość fanowska nie jest szkodliwa, trzeba pamiętać o tym, że realne koszty i trudności prowadzenia sporu sądowego w takiej sprawie byłyby duże, a do wygrać w nim można co najwyżej (dość wątpliwą) satysfakcję.

I oczywiście należy pamiętać, że powyższe rozważania odnoszą się przede wszystkim do prawa polskiego, na gruncie obcych prawodawstw – mimo znacznego umiędzynarodowienia prawa autorskiego – te same kwestie mogą być rozstrzygane w zupełnie inny sposób.

1 oczywiście chodzi tu o pewną zasadę, a nie o bezwyjątkową regułę – konkretne fan-fiction może być utworem zależnym, czy nawet zawierać elementy plagiatu.

2 taki pogląd w odniesieniu do kontynuacji wyrażają np. Janusz Barta i Ryszard Markiewicz. Podobnie Elżbieta Traple w Komentarzu do ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Twórca utworu inspirowanego musi liczyć się z ochroną dóbr osobistych twórcy dzieła inspirującego szczególnie wówczas, gdy dzieło to jest wyraźnie w utworze inspirowanym rozpoznawalne lub w tytule autor odwołuje się do dzieła inspirującego i jego autora. W stosunku do utworów inspirowanych nie powstaje co prawda problem obowiązku dochowania wierności dziełu inspirującemu (pierwotnemu), ale jeżeli twórca inspirowany czerpie główne wątki i postaci z utworu wcześniejszego, nadając im zupełnie inną wymowę ideologiczną i artystyczną, to wyraźne wskazanie na utwór inspirujący może naruszyć dobra osobiste jego twórcy.


Recenzja

Marzec 12, 2012

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Co jakiś czas pojawia się informacja o wyjątkowo głośnym, czy z jakiegoś powodu atrakcyjnym dla mediów pozwie. Bardzo często okazuje się, że sensacyjność tematu wypływa z błędów w dziennikarskiej relacji, czasami celem pozwu jest zwrócenie uwagi na osobę, która go wnosi (zgodnie z zasadą – o pozwie będzie głośno, a jego oddalenie za rok, czy dwa, przejdzie bez echa), a z rzadka pojawiają się sprawy naprawdę ciekawe, nieraz precedensowe.

Ciekawi mnie, do której kategorii można zaliczyć informację o pozwie wniesionym przez jednego z producentów filmowych przeciwko krytykowi.

Od razu zaznaczam, że moje rozważania mają charakter dość teoretyczny – nie czytałem recenzji, nie oglądałem filmu, nie znam szczegółów sprawy. Co więcej – z artykułu nie wynika jednoznacznie, czy pozew został już złożony, czy też jest na etapie przygotowywania. To ostatnie jest szczególnie istotne – bo jeśli pozew nie został jeszcze wniesiony, to tak naprawdę nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie złożony. Dlatego poniżej odnoszę się do samej idei pozywania recenzenta – a nie konkretnej recenzji, konkretnego filmu, czy konkretnego pozwu.

Bez wątpienia sam problem zasługuje, aby poświęcić mu kilka słów.

Przede wszystkim ciekawy jest sam pomysł pozywania recenzenta za niepochlebną recenzję. Recenzje są różne, a recenzje niepochlebne potrafią być bardzo przykre dla twórcy dzieła. Takie jest niestety prawo gatunku – często czytelnicy oczekują, że recenzja krytyczna będzie kąśliwa. Dodatkowym problemem jest fakt, że recenzja stanowi tekst głęboko subiektywny – więc ocena konkretnej recenzji pod kątem rzetelności jest najczęściej bardzo trudna.

Recenzja negatywna ze swojej istoty zagraża dobrom osobistym (w tym autorskim dobrom osobistym) twórcy. Równocześnie w większości wypadków, ze względu na charakter tekstu jako recenzji, bezprawność tego tekstu jest wyłączona – a w konsekwencji zrecenzowanemu twórcy nie przysługuje ochrona sądowa1.

Dlatego każda tego typu sprawa jest ciekawa. Z jednej strony wymaga bowiem dokonania dokładnej oceny konkretnej sprawy – przede wszystkim rzetelności recenzenta. Z drugiej, taka sprawa jest bardzo ważna biorąc pod uwagę, jej kontekst kulturowy i społeczny – sala sądowa nie jest chyba najlepszym miejscem do załatwiania takich sporów.

Drugim istotnym elementem sprawy jest jej aspekt finansowy. W artykule pojawia się informacja o milionach straconych wskutek recenzji, której ma dotyczyć pozew. Jestem bardzo ciekaw, jak – biorąc pod uwagę istotę postępowania cywilnego – mogłoby zostać wykazane poniesienie takiej, a nie innej szkody, w związku z konkretną recenzją. Mniejsze od spodziewanych wpływy mogą wynikać z bardzo wielu rozmaitych przyczyn, a ten konkretny powód wydaje mi się wyjątkowo trudny do udowodnienia.

A co do tej konkretnej sprawy – być może faktycznie szykuje się interesujący spór sądowy (jeśli sprawa faktycznie do sądu trafi, albo już trafiła), ale w tej chwili bardziej prawdopodobne wydaje się, że chodzi o proste przyciągnięcie uwagi.

1 Trzeba jednak pamiętać, że sam fakt, że dany tekst ma określony charakter (np. satyryczny, albo recenzji) nie oznacza automatycznego wyłączenia bezprawności (co potwierdził Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 20 czerwca 2001 roku I CKN 1135/98). Niemniej charakter recenzji pozostawia jej autorowi dość dużą swobodę i nawet bardzo ostra krytyka najczęściej nie będzie stanowić bezprawnego naruszenia dóbr osobistych – stanie się tak dopiero, kiedy krytyka będzie kierować się wysokim stopniem możliwej do wykazania nierzetelności, recenzja będzie zawierać bardzo drastyczne i krzywdzące dla twórcy porównania, etc.