Przestępstwo zniesławienia, a wolność słowa

Wrzesień 8, 2011

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Rzeczpospolita poruszyła powracający temat likwidacji przestępstwa zniesławienia.

Ciekawe, jak rozwinie się obecna inicjatywa, dotychczasowe próby usunięcia tego przestępstwa z kodeksu karnego, kończyły się niepowodzeniem. Trybunał Konstytucyjny, na którego orzeczenie bardzo liczono, uznał że przepisy dotyczące zniesławienia nie są niezgodne z Konstytucją, więc nowelizacja ustawy pozostaje tu jedyną drogą działania.

Czy postulaty są słuszne? Jak zawsze można podawać argumenty za i przeciw, ale zasadniczo trudno odmówić słuszności stwierdzeniu, że przestępstwo zniesławienia stanowi anachronizm i nie do końca przystaje do czasów, gdy wolność słowa urosła do rangi jednej z największych wartości. Bez wątpienia w sprawach, w których dochodzi do zniesławienia drogą ochrony naruszonych praw powinien być proces cywilny, a sankcja karna jest stanowczo zbyt surowa.

Oczywiście przywołana argumentacja, która odnosi się głównie do spraw z udziałem dziennikarzy nie wyczerpuje całego spectrum możliwych sytuacji. Sprawy o zniesławienie to nie tylko najgłośniejsze spory polityków z dziennikarzami. Są to także – coraz częstsze – sprawy osób prywatnych, w których łatwość pomawiania za pośrednictwem internetu zderza się z bezradnością ofiar takiego postępowania, które czasem przybiera wręcz rozmiary prześladowania. Tu na szczęście przepisy też zmieniają się, wprowadzono do polskiego prawa przestępstwo stalkingu, można mieć nadzieję, że stopniowe zmiany doprowadzą do sytuacji, w której będzie wyważona z jednej strony potrzeba ochrony wolności słowa, z drugiej obrony interesów osób, które nie są w stanie przeciwstawić się swoim prześladowcom.

W każdym razie, o ile zgadzam się w pełni, że przestępstwo zniesławienia stanowi relikt, który powinien jak najszybciej zostać usunięty z polskiego prawa – nie jest też tak, że nie odgrywa pewnej pozytywnej roli. Usunięcie art. 212 z kodeksu karnego jest – w dłuższej perspektywie – słuszne i konieczne, ale warto też pamiętać, że w pewnych przypadkach utrudni sytuację osób, które ochrony takiego przepisu potrzebowały.

Ale taki już urok prawa, że nawet najlepsze rozwiązania nie uwzględnią potrzeb wszystkich i nawet najwspanialsze przepisy w specyficznych sytuacjach prowadzą do rozwiązań niesprawiedliwych.


Sprawa o zniesławienie (2) – Skarga na policję

Grudzień 2, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Kolejną możliwością zainicjowania sprawy karnej o zniesławienie (lub zniewagę) jest złożenie skargi na policji.

1)      Skarga jest z założenia mniej sformalizowana niż akt oskarżenia. Można ją złożyć pisemnie, albo ustnie.

2)      Policja w razie potrzeby zabezpiecza dowody po czym

3)      przekazuje skargę sądowi.

Co do zabezpieczenia dowodów, to może ono przykładowo polegać na:

  • przesłuchaniu świadka, który jest chory, albo wybiera się na bardzo długi okres za granicę (przez co może być bardzo trudne lub niemożliwe przesłuchanie go w trakcie postępowania sądowego);
  • ustalenie tożsamości świadków;
  • ustalenie tożsamości osoby oskarżonej1, albo jej adresu;
  • zabezpieczenie przedmiotów, które służyły do popełnienia przestępstwa (np. komputera, który posłużył do umieszczenia w internecie zniesławiającej treści).

Ogólnie skargę na policję opłaca się składać, gdy nie posiadamy pełnych informacji na temat osoby oskarżonego, albo potencjalnych świadków, jak również wtedy, gdy obawiamy się, że jakiś dowód (przykładowo przesłuchanie świadka) nie będzie możliwy do przeprowadzenia na etapie postępowania sądowego.

Policja nie ocenia, czy skarga jest zasadna, a jedynie przekazuje materiały do sądu (ewentualnie dokonując wcześniej innych czynności).

1 gdy zniesławienie zostało dokonane anonimowo. Inna sprawa, że w praktyce skuteczność takich ustaleń nie jest zbyt wysoka. Jednak jeśli nie dysponujemy innymi środkami, warto skorzystać z tej ścieżki.


Sprawa o zniesławienie (2) – prywatny akt oskarżenia

Listopad 29, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Kilka podstawowych kwestii na temat prywatnego aktu oskarżenia w sprawie o zniesławienie (lub o zniewagę).

1)     akt może wnieść każdy – nie ma obowiązku, aby sporządził go adwokat

2)     akt oskarżenia musi zawierać trzy podstawowe elementy:

3)     Konieczne jest też uiszczenie „zryczałtowanej równowartości wydatków”  (obecnie wynosi ona 300 złotych)

Nie jest za to konieczne podanie prawnej kwalifikacji czynu (wystarczy sam opis zachowania oskarżonego).

Pytanie, czy w skład „oznaczenia osoby oskarżonego” wchodzi jego adres. Ogólnie rzecz biorąc nie1, jednak spotkałem się już także z poglądem przeciwnym.

Oprócz tego, prywatny akt oskarżenia powinien spełniać ogólne wymogi stawiane pismom procesowym składanym w postępowaniu karnym2.

1 Jeżeli osoba oskarżonego została już oznaczona z imienia i z nazwiska, to ograniczenie się do podania w akcie oskarżenia w sprawie prywatnoskargowej tylko tych danych (oraz wskazanie zarzucanego czynu i dowodów, na których opiera się oskarżenie) jest wystarczające (Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 17 kwietnia 1997 r. I KZP 4/97)

2 Czyli zawierać

1) oznaczenie organu, do którego jest skierowane, oraz sprawy, której dotyczy,

2)  oznaczenie oraz adres wnoszącego pismo,

3)  treść wniosku lub oświadczenia, w miarę potrzeby z uzasadnieniem,

4)            datę i podpis składającego pismo.


Sprawa o zniesławienie (1)

Listopad 25, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Sprawy karne o zniesławienie stanowią nieraz (choć nie zawsze) atrakcyjną alternatywę wobec cywilnej drogi ochrony dobrego imienia.

Wady i zalety

Jakie są zalety wyboru karnej drogi postępowania?

  • jest ono tańsze oraz
  • mniej sformalizowane.

Wadą jest z kolei mniejsza szansa uzyskania rekompensaty pieniężnej – niemniej, jeśli zależy nam przede wszystkim na ukaraniu sprawcy, wybór drogi karnej (o ile w danej sprawie jest możliwa) może być atrakcyjnym rozwiązaniem.

Sprawa o zniesławienie – procedura

Sprawa o zniesławienie może zostać zainicjowana na jeden z dwóch podstawowych sposobów, przez:



Nie tylko erotoman i złodziej, czyli co może mieć z tego Twoja firma

Wrzesień 8, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Przeglądając zawartość ostatnich wpisów, doszedłem do wniosku, że mój blog może wytwarzać błędne przekonanie, jakoby problem zniesławienia dotyczył jedynie osób prywatnych. Nie ma nic bardziej błędnego. Przedsiębiorcy są prawdopodobnie ofiarami zniesławiających wypowiedzi o wiele częściej niż osoby prywatne.

Trzeba pamiętać, że internet stworzył potężną sieć kontaktów umożliwiającą komunikowanie się niezadowolonych konsumentów, pracowników, kontrahentów. I wśród licznych wypowiedzi, które w swojej masie mają zapewne uzasadnienie, są też przecież takie, za którymi stoją nieczyste intencje.

Renoma firmy może zostać naruszona na wiele sposobów. Pierwsze z brzegu przykłady to zarzuty o:

  • łamanie praw pracowniczych;
  • niską jakość produktów, naruszanie praw konsumentów;
  • nierzetelność, opóźnienia w płatnościach

I wiele, wiele innych (takich, jak choćby naruszenia standardów związanych z ochroną środowiska).

Oczywiście przedsiębiorca może skorzystać z wielu sposobów ochrony swojego dobrego imienia. Jeśli chodzi o środki prawne, może:

Oczywiście nie zawsze sięganie po te środki będzie mieć sens. Niektóre opinie lepiej zignorować, niż strzelać z armaty do wróbli. Wiele opinii nie wynika ze złej woli osób, które je wyrażają, ale z ich rozgoryczenia rozczarowania – o wiele lepsze od walki z takimi osobami, jest wsłuchanie się w ich głos i zmiana tego, co jest złe.

Niemniej trzeba pamiętać, że renoma przedsiębiorcy jest dla niego bardzo ważnym (często najwyższym) dobrem i są tacy, którzy są gotowi w nie uderzyć ze złymi zamiarami i złą wolę. I na wypadek takich właśnie sytuacji warto mieć w zanadrzu świadomość przysługujących nam środków prawnych.


Erotoman i złodziej

Wrzesień 6, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

… czyli różnica, między zniesławieniem, a zniewagą.

W kilku poprzednich wpisach starałem się przybliżyć problem ochrony dobrego imienia przy wykorzystaniu spraw o zniesławienie, w tym szczególnego przypadku zniesławienia w internecie.

Kilka słów na temat tego, czym jest zniewaga jako przestępstwo:

  • zasadniczo pokrywa się z potocznym rozumieniem tego słowa – chodzi o wulgaryzmy, epitety, etc. mające wyrazić pogardę dla określonej osoby;
  • o tym, czy mamy do czynienia ze zniewagą decydują normy społeczne, a nie jedynie subiektywne odczucia ofiary;
  • zniewaga może nastąpić w trzech postaciach – albo w obecności pokrzywdzonego, albo publicznie, albo prywatnie, ale z zamiarem, żeby zniewaga dotarła do pokrzywdzonego.

Trzeba zauważyć, że granica między tymi dwiema kategoriami spraw często jest nieostra, nieraz więc znajdziemy się w sytuacji, gdy ktoś będzie naruszać nasze dobre imię, a zakwalifikowanie danego zachowania, jako zniesławienia, albo zniewagi może nie być proste.

Dobrze to widać na dwóch przykładach zawartych w tytule.

Określenie kogoś mianem „złodzieja”, było przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego już w latach 30-tych, jednak te rozważania nie straciły nic na aktualności w dobie, gdy ludzie znieważają się raczej przez internet, niż podczas ulicznych pyskówek:

W wystosowaniu do kogoś słów: «złodziej» (…) itp. może, zależnie od okoliczności i zamiaru, tkwić bądź wprost tylko obelga (ty złodzieju…), bądź zniesławienie (X. to złodziej…), bo w pierwszym razie mamy do czynienia tylko z obelżywym epitetem, w drugim zaś – wręcz z przypisaniem oskarżonemu czynów występnych, gdyż złodziejem jest «kto dopuszcza się kradzieży»1

Podobnie jest z określeniem kogoś mianem „erotomana”. Epitet taki może stanowić zniewagę, w zależności od kontekstu, w jakim został użyty, natomiast może on być również formą zniesławienia (jeśli dotyczy osoby, która z jakiegoś względu, z racji na swój zawód, czy pozycję społeczną erotomanem być nie powinna)2.

Przykłady możnaby zapewne mnożyć, ale chciałem w tym momencie jedynie zwrócić uwagę, jak istotny jest kontekst. Praktyczna różnice w kwalifikacji są niewielkie, więc ogólnie pozostają aktualne kwestie opisywane w przypadku zniesławienia, podobne jest zagrożenie karne i korzyści, które można uzyskać, z jednym wyjątkiem – w przypadku zniewagi, sąd nie podaje wyroku do publicznej wiadomości, co czasem może mieć istotne znaczenie dla pokrzywdzonego

1 wyrok Sądu Najwyższego z dnia 9 października 1931 r., 1 K 886/31 (za wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 11 stycznia 2007 r. II AKa 218/06)

2 postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2008 r. (III KK 234/07)


Co możemy uzyskać

Wrzesień 2, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Jak zaznaczałem już na wstępie swojego bloga, jego założeniem jest przybliżenie prawa jako użytecznego narzędzia rozstrzygania sporów, które – z najróżniejszych względów – trudno rozwiązać w inny sposób.

Wobec tego należy zadać sobie podstawowe pytanie – do czego dążymy, co możemy uzyskać wszczynając sprawę o zniesławienie?

Oczywiście podstawowym celem postępowania karnego w takiej sprawie, jest rozstrzygnięcie o tym, czy w istocie do zniesławienia doszło, a także rozstrzygnięcie o winie i karze, jaką powinien ponieść sprawca. W przypadku gdy zniesławienie dokonane jest za pomocą „środków masowego komunikowania” (a więc także internetu)  – karą tą może być nawet pozbawienie wolności (mało prawdopodobne, ale taka możliwość jest).

Groźba kary sama w sobie posiada pewien potencjał odstraszający – a o to przecież także nam chodzi, aby ochronić się przed kolejnymi atakami. Jednak nie jest to jedyny cel – podstawowym jest oczyszczenie swojego dobrego imienia.

Należy też pamiętać, że oprócz możliwości uzyskania wyroku skazującego sprawcę, który niewątpliwie może być samoistnym źródłem satysfakcji dla osoby, której dobre imię zostało naruszone przez zniesławiającą wypowiedź, istnieją jeszcze dwa ważne instrumenty pozwalające z jednej strony na zwiększenie dolegliwości sankcji, z drugiej – na zrekompensowanie pokrzywdzonemu poniesionej przez niego krzywdy.

Środkami tymi są:

  • możliwość orzeczenia przez sąd nawiązki (czyli obowiązku zapłaty określonej kwoty pieniężnej) na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego;
  • podanie na wniosek pokrzywdzonego wyroku skazującego do publicznej wiadomości

Należy zauważyć, że podanie wyroku skazującego do publicznej wiadomości ma charakter obligatoryjny, o ile pokrzywdzony o to wnosi. Oznacza to, że jeśli wnieśliśmy akt oskarżenia o zniesławienie, oraz zażądaliśmy podania wyroku do publicznej wiadomości, to gdy sąd uzna, że do zniesławienia faktycznie doszło, będzie zobowiązany do opublikowania takiego wyroku.

Podanie wyroku do publicznej wiadomości może mieć o tyle duże znaczenie, że w praktyce może się okazać najlepszym środkiem przywrócenia dobrego imienia osobie zniesławionej. Pokrzywdzony może wskazać sądowi, jaki sposób publikacji najbardziej mu odpowiada, choć sąd nie jest związany tym wnioskiem.

Podanie wyroku do publicznej wiadomości odbywa się przez wydrukowanie go w czasopiśmie lub w inny sposób – przy czym podmiot, do którego sąd kieruje to polecenie, jest zobowiązany je wykonać (ostatecznie koszt ogłoszenia ponosi skazany).

Z kolei zapłatę nawiązki sąd „może” orzec (nie jest więc do tego zobowiązany). Nawiązka może wynosić nawet 100 tysięcy złotych, jednak w większości spraw trudno sobie wyobrazić, żeby jakiś sąd orzekł ją w takiej wysokości.

Trzeba jednak pamiętać, że uzyskanie skazania, czy ogłoszenia wyroku nie jest jedynym celem postępowania w sprawie o zniesławienie. Często wystarczające może się okazać zawarcie ugody, określającej warunki przeprosin i w efekcie przywrócenia dobrego imienia pokrzywdzonemu.


Zniesławienie – problemy dowodowe

Sierpień 31, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

W ostatnim wpisie starałem się zwrócić uwagę, że zarówno zniesławienie, jak zniewaga, czy inne naruszenia dóbr osobistych mogą dotyczyć każdego z nas.

Tymczasem specyfika internetu została już jakiś czas temu dostrzeżona w orzeczeniach sądowych. Warto w tym miejscu zacytować jedno z postanowień Sądu Najwyższego, które dobrze ujmuje to zagadnienie Należy pamiętać, że w przypadku Internetu mamy do czynienia ze skrajną nierównością stron. Pokrzywdzony, niezależnie od tego, czy dotknięty został zniesławieniem czy zniewagą, stoi w obliczu anonimowego dla niego sprawcy przestępstwa. Masowość Internetu, jego zasięg działania – powodują, że ma on charakter wyjątkowy na tle innych środków społecznego przekazu. Krąg odbiorców zniesławiającej bądź znieważającej informacji jest niezwykle szeroki. Próba obrony przed zniesławiającymi lub znieważającymi treściami jest praktycznie niemożliwa, a ustalenie sprawcy właściwie niewykonalnew1.

Jak widać, także najwyższa instancja sądowa dostrzega ten problem. Tym bardziej nikt z nas nie powinien go lekceważyć.

Zacytowane orzeczenie poświęca w dalszej części sporo miejsca kwestii, na którą warto  zwrócić szczególną uwagę w przypadku spraw o zniesławienie (i szerzej – także innych spraw o ochronę dobrego imienia) w internecie.

Trzeba pamiętać, że sprawy te dla każdego zwykłego użytkownika wiążą się ze znacznymi trudnościami dowodowymi, choć każda sprawa jest tutaj sobie nierówna. W praktyce zetknąłem się ze sprawami, gdzie określenie sprawcy nie przedstawiało najmniejszych trudności (często sprawcy zależy właśnie na tym, by wypowiedź była firmowana jego nazwiskiem). Nierzadko jednak zdarza się, że ataki mogą być kierowane zupełnie anonimowo.

Oczywiście możliwe jest ustalenie IP, który pozwoli na zidentyfikowanie konkretnego komputera, z którego pochodzą treści zniesławiające lub znieważające. Trzeba jednak pamiętać, że na potrzeby spraw karnych nie wystarczy ustalenie, z czyjego komputera wyszły dane treści – konieczne jest także wskazanie konkretnej osoby, która te treści w sieci umieściła, co – zwłaszcza w przypadku komputerów dostępnych dla dużej/niezonaczonej liczby osób, może się okazać bardzo utrudnione, wręcz niemożliwe.

Jednak trzeba pamiętać o tym, że i w takich sprawach użyteczne mogą się okazać tradycyjne dowody – przede wszystkim zeznania świadków, które mogą pozwolić na ustalenie, że konkretna osoba umieściła w sieci zniesławiające treści. Mogą to być przykładowo osoby, które z różnych względów (np. dlatego, że sprawca sam im o tym powiedział) wiedzą, kto umieścił daną treść w sieci. Mogą to być też inne dowody – jak choćby wydruki korespondencji e-mailowej ze sprawcą (jeśli taką prowadziliśmy i może z niej wynikać, że właśnie on umieścił zniesławiające, czy znieważające treści w internecie. Oczywiście to pierwsze z brzegu dowody, jakie mogą przyjść do głowy i jakie najłatwiej uzyskać – natomiast dowodem może być praktycznie wszystko, co będzie wskazywało na to, że konkretna osoba zniesławiła lub znieważyła nas za pośrednictwem internetu.

 

1 Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2008 r. (III KK 234/07)

W ostatnim wpisie starałem się zwrócić uwagę, że zarówno zniesławienie, jak zniewaga, czy inne naruszenia dóbr osobistych mogą dotyczyć każdego z nas.


Zniesławienie w internecie

Sierpień 27, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Ostatnio pisałem nieco o kwestii przedawnienia. Przechodząc do problematyki zniesławienia dokonanego w internecie, należy zwrócić uwagę na zasady liczenia terminu przedawnienia w przypadku zniesławienia dokonanego w takiej formie.

Problem zniesławień dokonywanych w internecie jest o tyle istotny, że w sieci toczy się coraz większa część naszego życia, można też przyjąć, że liczba zniesławiających wypowiedzi, jakie są rozpowszechniane za jego pośrednictwem jest większa niż w przypadku jakiegokolwiek innego medium. Co więcej internet czyni możliwość publicznego zniesławiania tak łatwą i tanią, jak nigdy do tej pory.

Warto więc w tym miejscu zwrócić uwagę na dwie kluczowe cechy zniesławień internetowych – problem przedawnienia (w końcu nie na darmo mówi się, że treść raz umieszczona w sieci pozostaje w niej na zawsze), oraz problem sankcji jaka grozi za umieszczenie zniesławiającej treści w internecie.

W przypadku popełnienia przestępstwa zniesławienia polegającego na umieszczeniu w internecie treści o charakterze zniesławiającym, termin przedawnienia zaczyna biec od chwili dokonania wpisu, a nie jego usunięcia. (przypis) Oznacza to, że możliwa jest sytuacja, w której przestępstwo zniesławienia będzie już przedawnione, gdy zniesławiający wpis ciągle będzie dostępny w sieci1.

Przy okazji warto też wspomnieć, że przestępstwo zniesławienia posiada dwa podstawowe typy. Jeden zwyczajny – zagrożony karą grzywny lub ograniczenia wolności, oraz typ kwalifikowany – zniesławienie dokona za pomocą środków masowego komunikowania, zagrożone karą pozbawienia wolności do roku. Środkami masowego komunikowania są: prasa drukowana, przekaz radiowy i telewizyjny, książka, plakat, film, a także przekaz za pomocą internetu. (przypis) Internet jest środkiem masowego komunikowania i zniesławienie dokonane za jego pomocą jest zagrożone nawet karą pozbawienia wolności (inną sprawą, jest faktyczne ryzyko zastosowania takiej sankcji)2.

1 Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 29 czerwca 2010 r. I KZP 7/10

2 Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2008 r. III KK 234/07


O zniesławieniu w Rzeczpospolitej

Sierpień 25, 2010

Więcej na podobne tematy na nowym blogu W todze i bez togi.

*

Waga prywatnych aktów oskarżenia została doceniona w mediach. Podane liczby wskazują, że instytucja aktu oskarżenia o zniesławienie ma przyszłość i może być z powodzeniem używana – szczególnie biorąc pod uwagę niską świadomość prawną Polaków w tym zakresie.

Niepokój budzi jednak pewne pomieszanie pojęć – usprawiedliwione, gdy mówimy o „zwykłych ludziach”, ale niedopuszczalne w artykule poświęconym danemu tematowi, na dodatek w gazecie, która pod względem dostarczania codziennych informacji o prawie posiada pozycję w naszym kraju bardzo wysoką.

Kilka podstawowych nieścisłości i przekłamań, jakie pojawiły się w artykule:

  1. artykuł co do zasady mówi o prywatnych aktach oskarżenia – skupia się na sprawach o pomówienie (a więc przestępstwo zniesławienia);
  2. tymczasem – gdy mowa o procedurze, w artykule opisana jest zupełnie inna instytucja subsydiarnego aktu oskarżenia;
  3. użyte w artykule określenie „pozew o zniesławienie” – dopuszczalne jest ewentualnie w języku potocznym, ale na pewno nie w artykule na temat prawniczy (o zniesławienie wnosi się „akt oskarżenia”, pozew może dotyczyć ewentualnie ochrony dóbr osobistych).

O ile nie widzę powodu przyczepiania się do drobnych pomyłek czy przeinaczeń (w końcu każdemu się one zdarzają), jednak w tym przypadku dochodzi do całkowitego pomieszania instytucji.

Prywatny akt oskarżenia – wnoszony jest w kilku kategoriach spraw określonych w kodeksie karnym (właśnie zniesławienie, zniewaga, naruszenie nietykalności cielesnej). Taki akt składany jest osobiście przez pokrzywdzonego (w wyjątkowych wypadkach sprawą może zająć się prokurator). Nie ma konieczności korzystania z zastępstwa adwokata lub radcy prawnego, a terminem ograniczającym wniesienie aktu jest okres przedawnienia, opisany w poprzednim wpisie.

Z kolei subsydiarny akt oskarżenia – może dotyczyć każdego przestępstwa, poza wskazanymi wyżej. Pokrzywdzony wnosi go w przypadku, gdy prokurator dwukrotnie odmówił wszczęcia lub umorzył śledztwo. Tutaj faktycznie akt musi zostać sporządzony przez adwokata lub radcę prawnego.

To tylko kilka podstawowych uwag. Sam artykuł przedstawia instytucję ciekawą i potencjalnie użyteczną, robi to jednak w sposób dość nieścisły (po jego lekturze można odnieść wrażenie, że do wniesienia aktu w sprawie o zniesławienie konieczne jest zastępstwo adwokackie lub że możliwe jest dopiero po umorzeniu postępowania przez prokuratora, co dotyczy zupełnie innych sytuacji i przestępstw.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 32 other followers