Co jakiś czas pojawia się informacja o wyjątkowo głośnym, czy z jakiegoś powodu atrakcyjnym dla mediów pozwie. Bardzo często okazuje się, że sensacyjność tematu wypływa z błędów w dziennikarskiej relacji, czasami celem pozwu jest zwrócenie uwagi na osobę, która go wnosi (zgodnie z zasadą – o pozwie będzie głośno, a jego oddalenie za rok, czy dwa, przejdzie bez echa), a z rzadka pojawiają się sprawy naprawdę ciekawe, nieraz precedensowe.
Ciekawi mnie, do której kategorii można zaliczyć informację o pozwie wniesionym przez jednego z producentów filmowych przeciwko krytykowi.
Od razu zaznaczam, że moje rozważania mają charakter dość teoretyczny – nie czytałem recenzji, nie oglądałem filmu, nie znam szczegółów sprawy. Co więcej – z artykułu nie wynika jednoznacznie, czy pozew został już złożony, czy też jest na etapie przygotowywania. To ostatnie jest szczególnie istotne – bo jeśli pozew nie został jeszcze wniesiony, to tak naprawdę nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie złożony. Dlatego poniżej odnoszę się do samej idei pozywania recenzenta – a nie konkretnej recenzji, konkretnego filmu, czy konkretnego pozwu.
Bez wątpienia sam problem zasługuje, aby poświęcić mu kilka słów.
Przede wszystkim ciekawy jest sam pomysł pozywania recenzenta za niepochlebną recenzję. Recenzje są różne, a recenzje niepochlebne potrafią być bardzo przykre dla twórcy dzieła. Takie jest niestety prawo gatunku – często czytelnicy oczekują, że recenzja krytyczna będzie kąśliwa. Dodatkowym problemem jest fakt, że recenzja stanowi tekst głęboko subiektywny – więc ocena konkretnej recenzji pod kątem rzetelności jest najczęściej bardzo trudna.
Recenzja negatywna ze swojej istoty zagraża dobrom osobistym (w tym autorskim dobrom osobistym) twórcy. Równocześnie w większości wypadków, ze względu na charakter tekstu jako recenzji, bezprawność tego tekstu jest wyłączona – a w konsekwencji zrecenzowanemu twórcy nie przysługuje ochrona sądowa1.
Dlatego każda tego typu sprawa jest ciekawa. Z jednej strony wymaga bowiem dokonania dokładnej oceny konkretnej sprawy – przede wszystkim rzetelności recenzenta. Z drugiej, taka sprawa jest bardzo ważna biorąc pod uwagę, jej kontekst kulturowy i społeczny – sala sądowa nie jest chyba najlepszym miejscem do załatwiania takich sporów.
Drugim istotnym elementem sprawy jest jej aspekt finansowy. W artykule pojawia się informacja o milionach straconych wskutek recenzji, której ma dotyczyć pozew. Jestem bardzo ciekaw, jak – biorąc pod uwagę istotę postępowania cywilnego – mogłoby zostać wykazane poniesienie takiej, a nie innej szkody, w związku z konkretną recenzją. Mniejsze od spodziewanych wpływy mogą wynikać z bardzo wielu rozmaitych przyczyn, a ten konkretny powód wydaje mi się wyjątkowo trudny do udowodnienia.
A co do tej konkretnej sprawy – być może faktycznie szykuje się interesujący spór sądowy (jeśli sprawa faktycznie do sądu trafi, albo już trafiła), ale w tej chwili bardziej prawdopodobne wydaje się, że chodzi o proste przyciągnięcie uwagi.
–
1 Trzeba jednak pamiętać, że sam fakt, że dany tekst ma określony charakter (np. satyryczny, albo recenzji) nie oznacza automatycznego wyłączenia bezprawności (co potwierdził Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 20 czerwca 2001 roku I CKN 1135/98). Niemniej charakter recenzji pozostawia jej autorowi dość dużą swobodę i nawet bardzo ostra krytyka najczęściej nie będzie stanowić bezprawnego naruszenia dóbr osobistych – stanie się tak dopiero, kiedy krytyka będzie kierować się wysokim stopniem możliwej do wykazania nierzetelności, recenzja będzie zawierać bardzo drastyczne i krzywdzące dla twórcy porównania, etc.
Opublikował/a bartoszgrykowski