Dziś drobna poboczna refleksja, na marginesie wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego dotyczącego ochrony adresu dziennikarza (linki do wyroku NSA, postanowienia NSA o wstrzymaniu wykonania decyzji, artykułu w Rzeczpospolitej). Niestety w tej chwili nie ma jeszcze uzasadnienia wyroku NSA.
W czym tkwi problem? Osoba opisana w artykule dziennikarza postanowiła skierować przeciwko niemu pozew o ochronę dóbr osobistych. Generalny Inspektor Ochrony Danych osobowych nakazał spółce zatrudniającej dziennikarza udostępnić adres zamieszkania dziennikarza, aby w ten sposób umożliwić skierowanie przeciwko dziennikarzowi pozwu. Po zaskarżeniu tej decyzji do Wojewódzkiego, a potem Naczelnego Sądu Administracyjnego ten uznał
Oczywiście to wszystko w bardzo wielkim skrócie, sprawa nie jest jeszcze zakończona (teraz po raz kolejny musi rozpoznać ją Wojewódzki Sąd Administracyjny), nie ma jeszcze uzasadnienia wyroku NSA, niemniej warto poczynić parę uwag na marginesie tego rozstrzygnięcia.
Przyjmują argumentację Naczelnego Sądu Administracyjnego dochodzi do sytuacji w której z jednej strony wniesienie pozwu bez podania adresu zamieszkania pozwanego prowadzi do zwrotu pozwu, z kolei uzyskanie adresu pozwanego jest niemożliwe z powodu przeszkód o charakterze prawnym.
Problem taki może występować w wielu sprawach z udziałem dziennikarzy. Jego absurdalność jest tym bardziej uderzająca, że w takich sprawach powód dysponuje dokładną wiedzą na temat adresu pracodawcy dziennikarza. Nie ma żadnego faktycznego problemu, aby pisma były doręczane nie bezpośrednio pozwanemu, ale za pośrednictwem pracodawcy, czy też redakcji, w której jest zatrudniony. Jedynym ograniczeniem jest anachroniczny przepis kodeksu postępowania cywilnego, który wymaga wskazania miejsca zamieszkania pozwanego. Znajomość adresu do doręczeń, choćby absolutnie pewnego – co typowe w sprawach przeciwko dziennikarzom – jest niewystarczająca.
A przecież, kiedy za kilka lat zostanie całkowicie zniesiony obowiązek meldunkowy, problem stanie się jeszcze bardziej palący i gdy nie będzie możliwe uzyskanie adresu pozwanego ze zbiorów ewidencji PESEL.
Oczywiście konkretny problem wiążący się z zacytowanym wyrokiem jest dość wąski (dotyczyć będzie jedynie procesów przeciw dziennikarzom), niemniej po raz kolejny udowadnia bezsensowność wymogu wskazywania miejsca zamieszkania pozwanego, gdy możliwe jest podanie adresu do doręczeń (równocześnie wskazanie adresu “z sufitu” może prowadzić przez podwójne awizowanie do uprawomocnienia się nakazu zapłaty – ok, do podważenia, ale jednak może prowadzić do sporych problemów). I jest to kolejny przykład tego, jak przepisy mogą w sposób zupełnie niezamierzony prowadzić do utrudniania dochodzenia ochrony praw.
Opublikował/a bartoszgrykowski