Adres pozwanego (2)

Marzec 26, 2011

Dziś drobna poboczna refleksja, na marginesie wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego dotyczącego ochrony adresu dziennikarza (linki do wyroku NSA, postanowienia NSA o wstrzymaniu wykonania decyzji, artykułu w Rzeczpospolitej). Niestety w tej chwili nie ma jeszcze uzasadnienia wyroku NSA.

W czym tkwi problem? Osoba opisana w artykule dziennikarza postanowiła skierować przeciwko niemu pozew o ochronę dóbr osobistych. Generalny Inspektor Ochrony Danych osobowych nakazał spółce zatrudniającej dziennikarza udostępnić adres zamieszkania dziennikarza, aby w ten sposób umożliwić skierowanie przeciwko dziennikarzowi pozwu. Po zaskarżeniu tej decyzji do Wojewódzkiego, a potem Naczelnego Sądu Administracyjnego ten uznał

Oczywiście to wszystko w bardzo wielkim skrócie, sprawa nie jest jeszcze zakończona (teraz po raz kolejny musi rozpoznać ją Wojewódzki Sąd Administracyjny), nie ma jeszcze uzasadnienia wyroku NSA, niemniej  warto poczynić parę uwag na marginesie tego rozstrzygnięcia.

Przyjmują argumentację Naczelnego Sądu Administracyjnego dochodzi do sytuacji w której z jednej strony wniesienie pozwu bez podania adresu zamieszkania pozwanego prowadzi do zwrotu pozwu, z kolei uzyskanie adresu pozwanego jest niemożliwe z powodu przeszkód o charakterze prawnym.

Problem taki może występować w wielu sprawach z udziałem dziennikarzy. Jego absurdalność jest tym bardziej uderzająca, że w takich sprawach powód dysponuje dokładną wiedzą na temat adresu pracodawcy dziennikarza. Nie ma żadnego faktycznego problemu, aby pisma były doręczane nie bezpośrednio pozwanemu, ale za pośrednictwem pracodawcy, czy też redakcji, w której jest zatrudniony. Jedynym ograniczeniem jest anachroniczny przepis kodeksu postępowania cywilnego, który wymaga wskazania miejsca zamieszkania pozwanego. Znajomość adresu do doręczeń, choćby absolutnie pewnego – co typowe w sprawach przeciwko dziennikarzom – jest niewystarczająca.

A przecież, kiedy za kilka lat zostanie całkowicie zniesiony obowiązek meldunkowy, problem stanie się jeszcze bardziej palący i gdy nie będzie możliwe uzyskanie adresu pozwanego ze zbiorów ewidencji PESEL.

Oczywiście konkretny problem wiążący się z zacytowanym wyrokiem jest dość wąski (dotyczyć będzie jedynie procesów przeciw dziennikarzom), niemniej po raz kolejny udowadnia bezsensowność wymogu wskazywania miejsca zamieszkania pozwanego, gdy możliwe jest podanie adresu do doręczeń (równocześnie wskazanie adresu “z sufitu” może prowadzić przez podwójne awizowanie do uprawomocnienia się nakazu zapłaty – ok, do podważenia, ale jednak może prowadzić do sporych problemów).  I jest to kolejny przykład tego, jak przepisy mogą w sposób zupełnie niezamierzony prowadzić do utrudniania dochodzenia ochrony praw.


Uchylenie przepisów o sprostowaniu

Grudzień 9, 2010

W natłoku rozmaitych zajęć, umknął mi wyrok Trybunału Konstytucyjnego K 41/07 dotyczący przepisów prawa prasowego o sprostowaniu.

Zgodnie z wyrokiem (cytuję za komunikatem prasowym na stronie www.trybunal.gov.pl) za niekonstytucyjne zostały uznane następujące przepisy prawa prasowego:

Art. 31. Na wniosek zainteresowanej osoby fizycznej, prawnej lub innej jednostki organizacyjnej redaktor naczelny redakcji właściwego dziennika lub czasopisma jest obowiązany opublikować bezpłatnie:

1) rzeczowe i odnoszące się do faktów sprostowanie wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej;

2) rzeczową odpowiedź na stwierdzenie zagrażające dobrom osobistym.

Art. 33. 1. Redaktor naczelny odmówi opublikowania sprostowania lub odpowiedzi, jeżeli:

1) nie odpowiadają wymaganiom określonym w art. 31,

2) zawierają treść karalną lub naruszają dobra osobiste osób trzecich,

3) ich treść lub forma nie jest zgodna z zasadami współżycia społecznego,

4) podważają fakty stwierdzone prawomocnym orzeczeniem.

Art. 46. 1. Kto wbrew obowiązkowi wynikającemu z ustawy uchyla się od opublikowania sprostowania lub odpowiedzi, o których mowa w art. 31, albo publikuje takie sprostowanie lub odpowiedź wbrew warunkom określonym w ustawie

- podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

2. Jeżeli pokrzywdzonym jest osoba fizyczna, ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego.

Jeśli chodzi o motywy rozstrzygnięcia to są następujące:

W ocenie Trybunału Konstytucyjnego ustawodawca nie określił kryteriów pozwalających na rozróżnienie pojęć sprostowania i odpowiedzi oraz nie sprecyzował tzw. przesłanek obligatoryjnej odmowy publikacji sprostowania prasowego.

W konsekwencji nie da się w sposób precyzyjny, jednoznaczny i niebudzący wątpliwości określić, jakie zachowanie się (działanie lub zaniechanie) jest zabronione, a więc co w istocie stanowi czyn zabroniony pod groźbą kary.

Co do samego rozstrzygnięcia. Z jednej strony mogę mu tylko przyklasnąć, bo osobiście (zawodowo bywa różnie :) )nie należę do fanów przepisów prawa prasowego. Nie ulega wątpliwości, że cała ta ustawa zupełnie nie przystaje do współczesności. “Mentalnie” ta ustawa jest zakorzeniona w zupełnie innych realiach (żeby zacytować fragment jednego z moich ulubionych – art. 10 – Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu - jak gdyby każdy dziennikarz był bez mała jakimś urzędnikiem).

Z drugiej strony, wyrok wydaje się trochę przesadzony. Sama instytucja sprostowania jakąś tam wagę jednak posiada, stanowi jeden z elementów obrony przed dziennikarską nierzetelnością. Tymczasem Trybunał oprócz zlikwidowania sankcji karnej (jak najbardziej zasadnie) stwierdził też niezgodność z konstytucją samych przepisów o sprostowaniu, co już wydaje mi się pewną przesadą. Nie są jakoś szczególnie doskonałe, ale w momencie, gdy za ich naruszenie nie grozi już wyrok karny, nie wydaje mi się, żeby szczególnie naruszały przepisy konstytucji i wystarczyłoby uchylenie jedynie 46.

Poza tym najważniejsze i podstawowe w tym zakresie byłoby uchwalenie zupełnie nowej ustawy (bo w starej jest zbyt wiele do poprawy), ale to już niestety nie jest rolą Trybunału…


Dobra osobiste (3)

Listopad 19, 2010

Jak pokazuje przykład opisywanego przez “Rzeczpospolitą” wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie (sygnatura akt I ACa 466/10) na sprawach o ochronę dóbr osobistych można wywalczyć całkiem spore kwoty.

Zgodnie z relacją gazety powodowie otrzymali 120 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Warto mieć tutaj właściwy kontekst. Jak wynika z przeglądu orzecznictwa przygotowanego przez rzecznika ubezpieczonych kilka lat temu takie średnio kwoty były przyznawane w sprawach poszkodowanych w wypadkach drogowych, których skutkiem był znaczący (prawie całkowity, nawet 100%) uszczerbek na zdrowiu, obecnie średnia – zgodnie z danymi Rzecznika – wzrasta do ponad 400 tysięcy. Niemniej, wobec skali doznanego uszczerbku – naruszenie prawa do prywatności vs. ciężkie inwalidztwo, zadośćuczynienie przyznane w tej sprawie jest wysokie.

Pokazuje też, że warto walczyć. Oczywiście, nie ma co się łudzić, że osoba nie będąca osobą publiczną zdoła uzyskać zadośćuczynienie za naruszenie jej dóbr osobistych choćby w zbliżonej wysokości. Jednak ogólne kwoty zadośćuczynień wykazują tendencję zwyżkową. Zatem – jeśli nasze dobra osobiste zostaną już naruszone i nie zdołamy uzyskać satysfakcji w drodze negocjacji z drugą stroną – warto próbować drogi sądowej.


Dobre imię w internecie

Wrzesień 16, 2010

… dotyczy nie tylko imienia i nazwiska, czy firmy (czyli nazwy pod którą prowadzona jest działalność gospodarcza). Trzeba pamiętać, że są z nim związane także wszelkiego rodzaju oznaczenia, które przyjmujemy jako nazwę użytkownika w poszczególnych portalach – i to niezależnie od tego, czy mają jakiś związek z prawdziwym imieniem i nazwiskiem, czy też mają charakter czysto fantazyjny.

Przyjęty przez użytkownika nick ma bowiem nie tylko charakter techniczny – identyfikatora, odróżniającego nasze konto, niezbędnego w procesie rejestracji w systemie i późniejszego logowania. Stanowi on także wyróżnik konkretnej osoby, która się za nim kryje. Inni użytkownicy rozpoznają i kojarzą daną osobę właśni po jej nicku. Oznacza to, że wypowiedzi kierowane pod adresem, albo dotyczące aktywności internetowej osoby kryjące się za konkretnym nickiem, powinny być traktowane i interpretowane dokładnie tak samo, jak w przypadku wypowiedzi odnoszących się do tej samej osoby identyfikowanej za pomocą imienia i nazwiska.

Taki przypadek może mieć szczególne znaczenie chociażby w przypadku użytkowników serwisów aukcyjnych. W ich przypadku sytuacja jest wyjątkowo jasna – tam dobre imię (mierzone pozytywnymi opiniami kontrahentów) jest w zasadzie głównym miernikiem renomy danego sprzedawcy i nie ulega wątpliwości, że negatywne opinie mogą naruszać nie tylko dobre imię takiej osoby, ale także właśnie renomę, wpływając na możliwość zawierania kolejnych transakcji.

Status nazwy użytkownika był przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego przy okazji sprawy dotyczącej właśnie jednego z użytkowników Allegro:

Należy zwrócić uwagę na fakt, że nazwa użytkownika, którą posługuje się osoba fizyczna korzystająca z serwisu aukcyjnego Allegro pełni różne funkcje. Po pierwsze, utworzenie nazwy użytkownika jest niezbędne do rejestracji w  serwisie i uzyskania własnego konta, w konsekwencji do uczestniczenia w aukcjach zarówno jako nabywca jak i sprzedawca. Po drugie nazwa umożliwia użytkownikowi zalogowanie się do serwisu. W procesie logowania użytkownik podaje parę identyfikatorów, tj. nazwę i hasło. Dopiero po prawidłowym wprowadzeniu identyfikatorów użytkownik uzyskuje dostęp do serwisu. Po trzecie nazwa identyfikuje daną osobę fizyczną w środowisku internetowym, w tym konkretnym wypadku w środowisku osób korzystających z usług serwisu Allegro. Dana osoba fizyczna jest rozpoznawana jako użytkownik posługujący się konkretną nazwą. Nie można zgodzić się ze stanowiskiem Sądu Apelacyjnego, że nazwa użytkownika ma wyłącznie charakter techniczny i służy do indywidualizacji operacji. Przeciwnie, nazwa indywidualizuje osobą, która korzysta z serwisu aukcyjnego, składa ofertę, jest stroną konkretnej umowy sprzedaży, wystawia lub otrzymuje komentarz określonej treści, prowadzi korespondencję z innymi użytkownikami. Niekiedy już samo wzięcie udziału w aukcji przez użytkownika posługującego się konkretną nazwą może stanowić źródło informacji dla pozostałych uczestników, którzy wiedzą, że dany użytkownik zwykle bierze udział w aukcjach danego typu, licytuje tylko do pewnej kwoty, tylko w określone dni, w określony sposób, nie konkuruje z użytkownikami posługującymi się określonymi nazwami, że użytkownik ten jest rzetelny, sprawnie i bezzwłocznie przeprowadza transakcje, itp. Z  pewnością można powiedzieć, że nazwa użytkownika identyfikuje konkretną osobę fizyczną.

Pogląd ten nie został do tej pory zakwestionowany, zresztą jest raczej niekontrowersyjny. Kodeks cywilny wśród dóbr osobistych wymienia „nazwisko lub pseudonim”, a nick poza funkcją techniczną, spełnia tak naprawdę właśnie funkcję pseudonimu.

W konsekwencji należy stwierdzić, że nazwa użytkownika będzie podlegała ochronie prawnej na takiej podstawie, na jakiej ochronie podlega nazwisko, pseudonim, czy też firma, pod którą osoba fizyczna prowadzi działalność gospodarczą. Brak jest jednocześnie podstaw do traktowania samej nazwy użytkownika jako odrębnego dobra osobistego osoby fizycznej.

Dobrze jest o tym pamiętać podejmując internetowe aktywności. Oczywiście spora część z nich ma charakter błahy, jednak nieraz nazwa użytkownika jaką posługujemy może okazać się cenna. Czy to na portalach aukcyjnych, czy też takich, w których bierzemy udział w wymianie opinii i debacie – wszędzie tam, jej wartość jest budowana dzięki konsekwentnym staraniom i wysiłkowi. Warto pamiętać o tym, że ta nazwa identyfikuje nas w tym przypadku tak samo jak nazwisko i mamy prawo domagać się w odniesieniu do niej takiej samej ochrony prawnej.

Wszystkie cytaty pochodzą z tez i uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego z dnia 11 marca 2008 roku (II CSK 539/07).


Zniesławienie – problemy dowodowe

Sierpień 31, 2010

W ostatnim wpisie starałem się zwrócić uwagę, że zarówno zniesławienie, jak zniewaga, czy inne naruszenia dóbr osobistych mogą dotyczyć każdego z nas.

Tymczasem specyfika internetu została już jakiś czas temu dostrzeżona w orzeczeniach sądowych. Warto w tym miejscu zacytować jedno z postanowień Sądu Najwyższego, które dobrze ujmuje to zagadnienie Należy pamiętać, że w przypadku Internetu mamy do czynienia ze skrajną nierównością stron. Pokrzywdzony, niezależnie od tego, czy dotknięty został zniesławieniem czy zniewagą, stoi w obliczu anonimowego dla niego sprawcy przestępstwa. Masowość Internetu, jego zasięg działania – powodują, że ma on charakter wyjątkowy na tle innych środków społecznego przekazu. Krąg odbiorców zniesławiającej bądź znieważającej informacji jest niezwykle szeroki. Próba obrony przed zniesławiającymi lub znieważającymi treściami jest praktycznie niemożliwa, a ustalenie sprawcy właściwie niewykonalnew1.

Jak widać, także najwyższa instancja sądowa dostrzega ten problem. Tym bardziej nikt z nas nie powinien go lekceważyć.

Zacytowane orzeczenie poświęca w dalszej części sporo miejsca kwestii, na którą warto  zwrócić szczególną uwagę w przypadku spraw o zniesławienie (i szerzej – także innych spraw o ochronę dobrego imienia) w internecie.

Trzeba pamiętać, że sprawy te dla każdego zwykłego użytkownika wiążą się ze znacznymi trudnościami dowodowymi, choć każda sprawa jest tutaj sobie nierówna. W praktyce zetknąłem się ze sprawami, gdzie określenie sprawcy nie przedstawiało najmniejszych trudności (często sprawcy zależy właśnie na tym, by wypowiedź była firmowana jego nazwiskiem). Nierzadko jednak zdarza się, że ataki mogą być kierowane zupełnie anonimowo.

Oczywiście możliwe jest ustalenie IP, który pozwoli na zidentyfikowanie konkretnego komputera, z którego pochodzą treści zniesławiające lub znieważające. Trzeba jednak pamiętać, że na potrzeby spraw karnych nie wystarczy ustalenie, z czyjego komputera wyszły dane treści – konieczne jest także wskazanie konkretnej osoby, która te treści w sieci umieściła, co – zwłaszcza w przypadku komputerów dostępnych dla dużej/niezonaczonej liczby osób, może się okazać bardzo utrudnione, wręcz niemożliwe.

Jednak trzeba pamiętać o tym, że i w takich sprawach użyteczne mogą się okazać tradycyjne dowody – przede wszystkim zeznania świadków, które mogą pozwolić na ustalenie, że konkretna osoba umieściła w sieci zniesławiające treści. Mogą to być przykładowo osoby, które z różnych względów (np. dlatego, że sprawca sam im o tym powiedział) wiedzą, kto umieścił daną treść w sieci. Mogą to być też inne dowody – jak choćby wydruki korespondencji e-mailowej ze sprawcą (jeśli taką prowadziliśmy i może z niej wynikać, że właśnie on umieścił zniesławiające, czy znieważające treści w internecie. Oczywiście to pierwsze z brzegu dowody, jakie mogą przyjść do głowy i jakie najłatwiej uzyskać – natomiast dowodem może być praktycznie wszystko, co będzie wskazywało na to, że konkretna osoba zniesławiła lub znieważyła nas za pośrednictwem internetu.

1 Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2008 r. (III KK 234/07)

W ostatnim wpisie starałem się zwrócić uwagę, że zarówno zniesławienie, jak zniewaga, czy inne naruszenia dóbr osobistych mogą dotyczyć każdego z nas.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.