To temat, który powraca niczym bumerang. I słusznie, sytuacja, w której więcej uczniów kończących szkołę zna zawiłości ustroju Wielkiej Brytanii, niż podstawy zasad obrotu nieruchomościami w Polsce do zdrowych nie należy.
Nabycie podstawowej orientacji w prawie powinno stanowić ważny element socjalizacji każdego młodego człowieka.
Inna sprawa na ile taka potencjalna edukacja prawna w szkole – o ile w ogóle zostanie wprowadzona – będzie miała sens. Obawiam się, że znowu ograniczy się do wkuwania przez uczniów kolejnych regułek, z których niewiele zostanie zapamiętanych dłużej niż do końca szkoły, a jeszcze mniej zostanie zrozumianych (i czy starczy środków na przeszkolenie nauczycieli w tej ważkiej dziedzinie).
Ta refleksja pojawiła mi się nie przy okazji jakiejś kolejnej dyskusji na ten temat (ostatnio wydaje się, że jakoś umarł), ale obserwacji kolejnych spraw, którymi mam okazję się zajmować. Czasem wręcz fascynujące jest jak wiele problemów generuje kilka prostych postaw.
- Lekceważenie siły własnego podpisu – podpisujemy na potęgę, umowy, “oświadczenia”, weksle, nie konsultując się, nie zastanawiając się nad ich treścią i nad konsekwencjami, które może przynieść nierozważnie zobowiązanie zawarte w nierozważnie podpisanym dokumencie.
- Niechęć do skorzystania z fachowej pomocy i przekonanie, że nie jest potrzebna – czasem przybiera wręcz absurdalne rozmiary, jak przy kupowaniu mieszkań. Na kupno komórki wydam lekką ręką 20 tysięcy, ale 500 złotych za analizę umowy, która mogłaby wskazać potencjalne problemy to już za dużo (oczywiście nie zawsze pomoc prawnika gwarantuje uniknięcie problemów, ale to już zupełnie inna historia).
- Nieodbieranie korespondencji, oraz zapominanie o niej – to chyba moja ulubiona postawa. Ludzie. którzy “przypominają” sobie po trzech tygodniach o tym, że odebrali “jakąś” przesyłkę z sądu (która okazuje się nakazem zapłaty…) to po prostu klasyczne ofiary braku jakiejkolwiek edukacji prawnej. Najgorsze, że często mają nawet słuszność twierdząc, że dług jest nienależny, ale trudno im też wytłumaczyć, że nawet jeśli druga strona sporu sądowego nie ma racji, nie znaczy to, że są zwolnieni z obowiązku podjęcia jakiejś reakcji.
- Ignorowanie drugiej strony sporu, albo potencjalnego sporu - to trochę poboczna kwestia, ale uważam, że też ważna. Typowe jest ignorowanie jakichkolwiek wezwań od wierzyciela aż sprawa nie trafia na drogę sądową, a potem egzekucji. Tymczasem (jakaś przynajmniej
) część wierzycieli, to ludzie na tyle rozsądni, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że lepiej jest dogadać się z dłużnikiem, pójść mu na rękę na etapie przedsądowym, niż tracić pieniądze i czas na sądzenie się, egzekucję, etc. A pozycja dłużnika, który kontaktuje się z wierzycielem, zanim ten ma prawomocny wyrok, zanim narosły monstrualne odsetki, z reguły jest lepsza, niż później. Oczywiście to nie jest łatwe, uciekanie przed problemami jest przyjemniejsze – jednak na dłuższą metę też mniej korzystne.
Podsumowując – jak dla mnie ta domniemana edukacja prawna w szkole powinna właśnie skupiać się na wyrabianiu w młodych ludziach takich właśnie nawyków. Moja propozycja to cztery proste zasady oparte na opisanych wyżej postawach:
- Uważam, jak coś podpisuję
- Wchodząc w przedsięwzięcie, które jest dla mnie ważne, połączone z dużymi wydatkami – rozważam skorzystanie z pomocy eksperta (nie tylko prawnika1)
- Odbieram korespondencję i od razu na nią reaguję
- Kiedy mam zobowiązania – kontaktuję się z wierzycielem, a nie czekam w zadowoleniu aż komornik zapuka do moich drzwi
Czasem mam wrażenie, że gdyby edukacja prawnicza w szkole skutkowała nabyciem przez uczniów tych czterech opisanych wyżej kompetencji, to już byłby ogromny sukces i może zapobiegłoby wielu, wielu ludzkim problemom, a czasem niemal wręcz tragediom.
1 uprzedzając ewentualne zarzuty – nie, nie uważam konsultacji prawniczej za magiczne lekarstwo. Wiem, że prawnicy popełniają błędy i że są sytuacje, kiedy mogą wpędzić swoich klientów w problemy, których inaczej nigdy by nie mieli. Ale o wiele częstsze są sytuacje, kiedy popełniane są proste błędy, w których taka konsultacja naprawdę mogłaby być zbawienna. Zresztą (pewnie podobnie, jak czasem z lekarzem) – zrezygnowanie z pomocy prawnika na początku, często oznacza, że i tak się do niego trafi, ale wtedy sytuacja będzie już znacznie, znacznie trudniejsza.
Bardzo fajny tekst
Bardzo dobry i słuszny tekst. Ludzie generalnie nie zadają sobie minimum trudu, żeby poznać zupełne zręby, podstawy prawa cywilnego – przyjmijmy, że to jest minimum dla szarego obywatela. Nikt nie każe i nie ma to specjalnego sensu, aby znać na pamięć KW czy KK – ale to, jak się dziedziczy, jak powinna wyglądać umowa ubezpieczenia czy to, że umowy pożyczki od pewnej wartości wzwyż dla celów dowodowych powinny być zawarte na piśmie – tak, warto wiedzieć.
Dalej – przedsiębiorcy, osoby prowadzące działalność gospodarczą czy nawet właściciele spółek, także nie zdają sobie sprawy i nie orientują się w regulacjach prawnych ich branży dotyczących, ich formy działalności.
Dlatego też pierwszy tekst u siebie, we wrześniu, poświęciłem właśnie pewnej książce, która powinna trafić do rąk większości ludzi w tym kraju – http://prawoczylewo.blogspot.com/2010/09/codziennik-prawny-podstawy-prawa-dla.html. Co stoi na przeszkodzie, aby w liceum wprowadzić, choćby po 1 h w tygodniu, przedmiot pod ogólnym tytułem “podstawy prawa”? I wyjaśnić na podstawowym zupełnie poziomie główne kwestie, z jakimi każdy dorosły się styka w ramach swojego funkcjonowania w społeczeństwie?
Dokładnie. Ale w sumie problemem nie jest ta jedna godzina przeznaczona na taką naukę, tylko raczej jej sensowne wykorzystanie. A to już jest wyższa szkoła jazdy. A nie wiem czemu, ale mam poważne obawy, że takie zajęcia przekształciłyby się w wykuwanie kolejnych formułek, bez zrozumienia, bez określenia celów, jakie przyświecałyby wprowadzeniu takiego przedmiotu.
Jak na razie nie ma nic. Więc należałoby zacząć od czegokolwiek, aby na tym budować edukację w podstawowym zakresie z dziedziny prawa w naszym społeczeństwie. A wspomniany podręcznik, pod red. śp. dr. Kochanowskiego, mógłby stanowić jakąś tam podstawę takich zajęć.
Edukacja prawnicza społeczeństwa to jedno.
Dwa – to nauka, że porada prawna wcale nie jest aż tak droga, a bywa bardzo przydatna.
Skoro na wizytę u lekarza czy nową fryzurę jestem w stanie wydać 150 zł, to dlaczego się krzywię, gdy takiej samej kwoty żąda radca prawny czy adwokat za poradę?
A potem “kiepski” prawnik nie jest w stanie wyplątać przedsiębiorcy z fatalnej w skutkach umowy…
Pozdrawiam.
Tak, to w sumie nawet dwa szersze problemy:
1) wyceniania wartości usługi takiej jak usługa prawnicza – w zasadzie częste jest poczucie, że prawnik, który udzielił tylko porady prawnej, czy nawet napisał krótkie pismo “w ogóle się nie napracował” (zupełnie pomija się kwestię przygotowania, czy nawet tego, że dana porada stanowi sumę doświadczeń zdobytych przez prawnika w długim okresie);
2) powszechnej opinii, że usługi prawnicze są drogie – oczywiście często i dla wielu potencjalnych klientów są za drogie, ALE tak naprawdę już wiele razy spotkałem się z ludźmi, których spokojnie stać na usługę, ale nie korzystali z niej, bo byli przekonani, że jest znacznie droższa – mimo tego, że nawet nie próbowali uzyskać rzetelnej (tzn. u źródła) informacji o cenie.
Pozdrawiam
[...] jest jednym z tych kilku pojęć, które na pewno powinny być dokładnie wyjaśniane w toku zajęć z edukacji prawnej, jeśli te kiedykolwiek zostaną [...]